ZielonyTalerz.pl

Zadzwoń Wskazówki dojazdu Strona internetowa

ZielonyTalerz.pl Dietetyka to moje życie! Od 20 lat towarzyszę swoim pacjentom w drodze do osiągnięcia równoWAGI, od 2016 roku prowadzę bloga zielonytalerz.pl. Zapraszam!

Jestem dietetykiem klinicznym, coachem zdrowia i specjalistką w zakresie psychosomatyki i somatopsychologii. Zapraszam wszystkich, pragnących schudnąć, zadbać o swoje zdrowie i dobre samopoczucie, rozwiać wątpliwości żywieniowe, obalić mity, sprawdzić zawartość tkanki tłuszczowej, otrzymać wyniki z ich omówieniem, chcących odżywiać się smacznie, ale i zdrowo przez całe życie! Posiadam wiedzę wyniesioną z Akademii Medycznej w Warszawie, popartą 15-letnim doświadczeniem w pracy. Pomogłam tysiącom osób trwale schudnąć i osiągnąć równowagę między zdrowym trybem życia a miłością do jedzenia!

Jeśli kiedyś byliście moimi pacjentami, korzystaliście z moich treści albo po prostu wiecie, jak pracuję, będę bardzo wd...
06/10/2026

Jeśli kiedyś byliście moimi pacjentami, korzystaliście z moich treści albo po prostu wiecie, jak pracuję, będę bardzo wdzięczna, jeśli wspomnicie o mnie komuś, kto może dziś potrzebować dietetycznego lub psychodietetycznego wsparcia :)

https://www.znanylekarz.pl/profil/kamila-wrzesinska

Wczoraj w jednym z podcastów usłyszałam zdanie (nie był to „dietetyczny” podcast), które ze mną zostało:„Lizakiem się ni...
01/10/2026

Wczoraj w jednym z podcastów usłyszałam zdanie (nie był to „dietetyczny” podcast), które ze mną zostało:

„Lizakiem się nie najesz”.

Jest słodki, więc może i podniesie na chwilę poziom glukozy we krwi, ale…
Nie odżywi. Nie nasyci. Nie dostarczy organizmowi tego, czego ten naprawdę potrzebuje.
Możesz zjeść kolejnego. I kolejnego.
A mimo to nadal nie będziesz najedzony.
Co najwyżej w końcu zrobi Ci się niedobrze.

To nie jest tylko historia o jedzeniu.

Żyjemy w świecie pełnym „lizaków”.
Namiastka kontaktu zamiast prawdziwych relacji.
Lajki zamiast poczucia bycia widzianym i ważnym.
Prezenty, zakupy zamiast jakościowego czasu.
Ciągłe potwierdzanie swojej wartości poprzez wygląd, osiągnięcia i kolejne „gadżety”.
Fast food zamiast odżywczego posiłku.
Porady z internetu zamiast rozmowy ze specjalistą.
Można wymieniać bez końca.

Każda z tych rzeczy zazwyczaj przez chwilę „działa”. Ale nigdy nie zaspokoi prawdziwych życiowych potrzeb. Pozostawia nas „głodnymi”, potrzebujemy „więcej”, co nierzadko popycha nas w kierunku uzależnień. Albo w poczucie bezradności.

Nie potrzebujemy więcej „zamienników” kiepskiej jakości. Potrzebujemy wysokiej wartości.

Lizakiem nigdy się nie najemy. Nie ma na to szans, prawda?

Przyjemność odraczania przyjemnościŻyjemy w świecie, który bardzo skutecznie skraca czas między „chcę” a „mam”.Jedzenie ...
29/09/2026

Przyjemność odraczania przyjemności

Żyjemy w świecie, który bardzo skutecznie skraca czas między „chcę” a „mam”.
Jedzenie możemy zamówić w kilka minut. Serial obejrzeć w całości jednego wieczoru. Zakupy zrobić jednym kliknięciem. Telefon wypełni każdą wolną chwilę i miejsce na „nudę”.

A przecież istnieje szczególny rodzaj przyjemności, który pojawia się właśnie wtedy, kiedy… nie dostajemy wszystkiego od razu.
Pomyśl o oczekiwaniu na podróż. O książce, którą zostawiasz sobie na wieczór. O kolacji w ulubionej restauracji, na którą czekasz cały tydzień. O truskawkach, które smakują inaczej, kiedy pojawiają się pierwszy raz w sezonie.

Oczekiwanie nie musi być brakiem przyjemności. Może być jej częścią.
Ma to również swoje neurobiologiczne uzasadnienie.

Układ nagrody nie uruchamia się dopiero wtedy, gdy dostajemy to, czego pragniemy. Mózg reaguje także na zapowiedź nagrody, przewidywanie jej i drogę prowadzącą do niej. Dopamina jest tutaj bardziej związana z planowaniem, motywacją i oczekiwaniem niż z samą przyjemnością.
Co więcej, kiedy nie reagujemy automatycznie na każdą zachciankę, tworzymy przestrzeń pomiędzy bodźcem a reakcją.

I właśnie w tej przestrzeni pojawia się wybór.
To nie jest:
„Nie wolno mi”.
Raczej:
„Chcę tego, ale nie muszę mieć natychmiast”.
To ważna różnica.

Odraczanie przyjemności nie musi być treningiem silnej woli ani kolejną formą kontroli. Może być ćwiczeniem samoobserwacji, tolerowania napięcia, ciekawości wobec własnych impulsów i odzyskiwania wpływu na swoje zachowanie.
Można zacząć bardzo prosto.

Kiedy pojawi się ochota na coś, zanim zareagujesz automatycznie, zatrzymaj się na chwilę. Zrób świadomy, spokojny wdech i wyyydech.
Nie po to, żeby sobie odmówić.
Zapytaj:
Czy chcę tego teraz?
Czy mogę chwilę poczekać?
Co dzieje się ze mną podczas tego oczekiwania?
A potem zdecyduj.

Planowanie i oczekiwanie na przyjemność także jest źródłem przyjemności 😊

„Jak wyglądam czy jak się mam?”Można bardzo dużo myśleć o swoim ciele, a jednocześnie mieć z nim zaskakująco słaby konta...
26/09/2026

„Jak wyglądam czy jak się mam?”

Można bardzo dużo myśleć o swoim ciele, a jednocześnie mieć z nim zaskakująco słaby kontakt.
Można codziennie sprawdzać brzuch w lustrze, kontrolować masę ciała, analizować zdjęcia, zastanawiać się, czy dobrze wyglądamy, a mimo to nie zauważać, że jesteśmy zmęczeni, głodni, napięci albo po prostu potrzebujemy odpoczynku.

Zwracanie uwagi na ciało nie musi oznaczać dobrego kontaktu z ciałem.

W psychologii i neuronauce coraz więcej mówi się o interocepcji, czyli zdolności odbierania i interpretowania sygnałów płynących z wnętrza organizmu. Dzięki niej rozpoznajemy głód, sytość, pragnienie, zmęczenie, napięcie mięśni, zmianę rytmu serca czy oddechu. Interocepcja jest też silnie związana z emocjami, bo emocje nie są wyłącznie „w głowie”. Lęk, złość, ekscytacja czy poczucie spokoju mają swój bardzo konkretny cielesny wymiar.

Nasze ciało przez cały czas coś nam komunikuje. Pytanie brzmi tylko: czy potrafimy te informacje zauważyć i właściwie zinterpretować?
Badania pokazują, że sposób, w jaki odczuwamy ciało od wewnątrz, może mieć związek z tym, jak patrzymy na nie z zewnątrz.

W jednym z ciekawszych badań kobiety wykonywały zadanie związane z rozpoznawaniem własnego bicia serca. Następnie oceniano u nich poziom tak zwanej samoobiektywizacji, czyli tendencji do postrzegania własnego ciała przede wszystkim jak obiektu, który ma określony wygląd i podlega ocenie.
Okazało się, że niższa zdolność rozpoznawania sygnałów płynących z wnętrza ciała była związana z większą skłonnością do oceniania siebie przez pryzmat wyglądu.

W innych badaniach obserwowano podobne zależności: słabsza interocepcja wiązała się z większym niezadowoleniem z własnego ciała, koncentracją na wyglądzie czy zaabsorbowaniem masą ciała. Co ważne, zależności te nie wynikały wyłącznie z różnic w masie ciała.

To prowadzi do bardzo ciekawego pytania: czy im mniej doświadczamy ciała od wewnątrz, tym łatwiej zaczynamy patrzeć na nie oczami zewnętrznego obserwatora?
„Jak wyglądam?”
„Czy mój brzuch jest za duży?”
„Czy przytyłam?”
„Jak wyglądam na zdjęciu?”
„Co pomyślą inni?”

To zupełnie inny rodzaj kontaktu z ciałem niż:
„Jak się dziś czuję?”
„Czy jestem głodna?”
„Czy potrzebuję ruchu, czy odpoczynku?”
„Gdzie czuję napięcie?”
„Czy jestem już syta?”
„Czy mam dziś energię?”

Nie chodzi oczywiście o to, że jedna z tych perspektyw jest dobra, a druga zła. Każdy z nas czasem patrzy na siebie z zewnątrz. Wygląd ma dla ludzi znaczenie i trudno udawać, że jest inaczej.

Problem zaczyna się wtedy, gdy perspektywa zewnętrzna zaczyna dominować.
Ciało przestaje być miejscem, w którym żyję, a coraz bardziej staje się czymś, co trzeba obserwować, mierzyć, poprawiać i kontrolować.

Bardzo ciekawy jest też wątek zaufania do własnego ciała. W badaniach dotyczących interocepcji właśnie ten aspekt okazuje się szczególnie ważny. Nie chodzi bowiem wyłącznie o to, czy zauważamy sygnały organizmu, lecz także o to, czy potrafimy z nich korzystać.

Czy ufam temu, że jestem głodna?
Czy potrafię rozpoznać sytość?
Czy pozwalam sobie odpocząć, kiedy jestem wyczerpana?
Czy zauważam napięcie, zanim organizm zacznie domagać się zatrzymania?
Czy traktuję ciało jak źródło informacji, czy raczej jak coś, nad czym trzeba nieustannie sprawować kontrolę?

To ważne rozróżnienie, bo samo „czucie ciała” nie zawsze jest czymś korzystnym. Można przecież bardzo intensywnie monitorować bicie serca, oddech czy najmniejsze zmiany samopoczucia z powodu lęku. Dlatego dobra interocepcja nie oznacza ciągłego skupienia na ciele. Bardziej chodzi o umiejętność zauważania jego sygnałów, rozumienia ich i adekwatnego reagowania.
I tu dochodzimy do odchudzania.

Wiele tradycyjnych metod redukcji masy ciała kieruje uwagę przede wszystkim na informacje zewnętrzne: wagę, centymetry, kalorie, liczbę kroków, plan posiłków, aplikacje, tabele.
Same w sobie nie są one czymś złym.
Problem pojawia się wtedy, kiedy zaczynają być ważniejsze niż informacje płynące z organizmu.

Można wtedy jeść mimo braku głodu, bo „pora posiłku”. Albo nie jeść mimo głodu, bo „dzienny limit kalorii już się skończył”. Ćwiczyć mimo wyczerpania. Ignorować zmęczenie. Przestać ufać sytości, ponieważ aplikacja pokazuje coś innego.

I wtedy paradoksalnie ktoś może być coraz bardziej zaabsorbowany swoim ciałem, a jednocześnie mieć z nim coraz słabszy kontakt.
Może więc w pracy nad relacją z ciałem warto czasem odwrócić pytanie.

Nie tylko:
„Jak mam zmienić swoje ciało?”
Ale też:
„Jak się w nim czuję?”
„Czego ono potrzebuje?”
„Czy potrafię je usłyszeć?”

Być może zdrowa relacja z ciałem nie polega na tym, żeby przestać zwracać uwagę na wygląd.
Chodzi raczej o to, żeby ciało znów stało się czymś więcej niż wyglądem.
Nie tylko czymś, na co patrzymy.
Ale przede wszystkim miejscem, z którego doświadczamy życia.

Nigdy nie lubiłam słowa „odchudzanie”.Może przez moje osobiste złe doświadczenia z odchudzaniem, gdy byłam nastolatką. A...
23/09/2026

Nigdy nie lubiłam słowa „odchudzanie”.

Może przez moje osobiste złe doświadczenia z odchudzaniem, gdy byłam nastolatką. A może przez to, że odchudzanie to "projekt" określony w czasie, mający swój początek i koniec, a jak doskonale wiemy, dbanie o potrzeby ciała powinno być zobowiązaniem "na życie". Do tego odchudzanie zwykle jest "projektem" poprawy naszego wyglądu, a nie gestem troski i życzliwości wobec siebie.

Teoretycznie „odchudzanie” to nic złego. To działania mające na celu zmniejszenie masy ciała. Samo słowo prowadzi nas jednak do przymiotnika „chudy”.

A ja nie chcę pomagać ludziom stawać się „chudymi”.

Chcę pomagać im być zdrowszymi, sprawniejszymi, dobrze odżywionymi, pełnymi energii, rozumiejącymi i akceptującymi swoje ciała.

Dlatego bliższe jest mi określenie „redukcja masy ciała”.
Ale i przy nim warto zatrzymać się na chwilę.
70 kg.
80 kg.
BMI 29.
Rozmiar 42.
Obwód talii.
Zdjęcie „przed” i „po”.

Bardzo często w social mediach człowiek — ze swoją historią, wyposażeniem genetycznym, zdrowiem, snem, stresem, emocjami, relacjami, pracą i doświadczeniami — zostaje sprowadzony do liczby.
Do masy ciała.

A przecież organizm nie jest masą, z której trzeba po prostu coś odjąć.
Jest żywym systemem, który nieustannie się reguluje.
Dostosowuje apetyt.
Wydatek energetyczny.
Temperaturę.
Poziom glukozy.
Gospodarkę hormonalną.
Reaguje na niedobór energii, stres, niewyspanie, ruch, chorobę, zagrożenie.
Homeostaza nie oznacza bezruchu. Jest dynamicznym adaptowaniem się organizmu do zmieniających się warunków.

I właśnie dlatego redukcja masy ciała i regulacja organizmu to nie to samo.
Można zmniejszać masę ciała, jednocześnie coraz bardziej rozregulowując organizm.
Można być głodnym, zmęczonym, drażliwym, ciągle myśleć o jedzeniu, źle spać i walczyć ze swoim ciałem — a jednocześnie widzieć coraz mniejszą liczbę na wadze.
Czy to jest sukces?

Można też zacząć od drugiej strony.
Od regularnego jedzenia.
Lepszego odżywienia.
Snu.
Ruchu.
Zmniejszenia chaosu.
Rozpoznawania głodu i sytości.
Przyjrzenia się emocjom.
Odzyskiwania zaufania do własnego ciała.
I często jednym z efektów tych zmian będzie również zmniejszenie masy ciała.

Redukujmy to, co rzeczywiście wymaga redukcji.
Nadmiar tkanki tłuszczowej, jeśli stanowi problem zdrowotny.
Chaos.
Przeciążenie.
Skrajności.
Napięcie wokół jedzenia.

Ale nie redukujmy człowieka.
Do kilogramów.
Do BMI.
Do rozmiaru ubrania.
Do tego, jak wygląda jego ciało.

Wszyscy mówią dziś o białku. A ja coraz częściej muszę przypominać pacjentom o węglowodanach.Wszędzie słyszymy: więcej b...
17/09/2026

Wszyscy mówią dziś o białku. A ja coraz częściej muszę przypominać pacjentom o węglowodanach.

Wszędzie słyszymy: więcej białka.
Wysokobiałkowe śniadanie.
Odżywka białkowa.
Proteinowy pudding.
Proteinowy baton.
I dobrze — białko jest ważne.

Tylko że w gabinecie coraz częściej muszę obniżać lęk przed jedzeniem węglowodanów.

Zachęcać do tego, żeby:
dołożyć ziemniaki do obiadu.
zjeść pieczywo.
nie traktować banana jak dietetycznego wykroczenia.

Bo gdzieś po drodze węglowodany zaczęły mieć naprawdę kiepską opinię.
Najlepiej słychać to w zdaniu:
„To same węgle”.
Banan? Same węgle.
Owsianka? Same węgle.
Ziemniaki? Same węgle.
Pieczywo, makaron? Wiadomo.

Tyle że nie dość, że węglowodany „zasługują na szacunek”, bo pełnią ważne funkcje, to poza tym:
Banan to nie „same węgle”.
To również potas, witamina B6, błonnik i związki polifenolowe.
Płatki owsiane to nie „same węgle”.
To też beta-glukany, magnez, żelazo, cynk i witaminy z grupy B.
Ziemniaki to nie „same węgle”.
To m.in. potas, witamina C, witamina B6, błonnik.

Tak można wymieniać bez końca.

Bo jedzenie to coś znacznie więcej niż makroskładniki.

Jeszcze coś, co zawsze mnie fascynowało.
Węglowodany są jednym z pierwszych efektów procesu, od którego w ogromnym stopniu zależy życie na Ziemi — fotosyntezy.
Roślina wykorzystuje energię światła, wodę i dwutlenek węgla, żeby wytworzyć związki węglowodanowe. W nich zostaje zmagazynowana energia pochodząca pierwotnie ze słońca.
Z tych związków powstają później cukry, skrobia, celuloza i ogromna część materii roślinnej.
A potem tę energię wykorzystują kolejne organizmy.
Trochę niezwykłe, że o grupie związków tak fundamentalnych dla przepływu energii w przyrodzie potrafimy dziś mówić z lekką pogardą:
„To są same węgle”.
Jakby węglowodany były jakimś dietetycznym błędem natury.
Nie są.

Są źródłem energii „pierwszego wyboru”.
Pełnią również funkcje strukturalne i budulcowe.
Także spokojnie… możesz jeść ziemniaki, chleb czy makaron😊
Nie są to produkty bezwartościowe, niezdrowe ani tuczące.
W prawidłowym odżywianiu chodzi o równowagę, właściwe proporcje, jakość, wartość odżywczą i psychospołeczny kontekst.

Ps. Na zdjęciu mój ukochany Kaiserschmarrn 😋

Sytość to coś więcej niż pełny żołądek.Warto pamiętać nie tylko o zaspokajaniu głodu ilościowego, ale równieżjakościoweg...
11/09/2026

Sytość to coś więcej niż pełny żołądek.

Warto pamiętać nie tylko o zaspokajaniu głodu ilościowego, ale również
jakościowego – organizm potrzebuje nie tylko odpowiedniej ilości
jedzenia, ale dobrej jakości białka, tłuszczów, węglowodanów, błonnika i
całej gamy składników regulujących (funkcyjnych) oraz związków
bioaktywnych. Oczywiście nie każdy posiłek musi być perfekcyjny! Szukajmy rozwiązań wystarczająco dobrych i zostawmy sobie miejsce na rozrywkę 😉

A jeśli posiłek wydaje się dobrze skomponowany, a mimo to głód pojawia
się zbyt szybko? Wtedy warto spojrzeć szerzej: na stres i napięcie emocjonalne, długość i jakość snu, codzienną porcję ruchu, odpoczynek i czas na oddech.

Bo apetyt nie jest regulowany wyłącznie przez to, co znajduje się na
talerzu.

I właśnie stąd moje hasło: regulacja zamiast diety. 🌿

Jeżeli uważasz moje treści za wartościowe, podziel się nimi z innymi. To będzie win - win 💚 Twoi znajomi dostaną cenną dawkę wiedzy, a ja dotrę do większego grona odbiorców.

Kochani, przygotowałam nową ofertę wellbeing dla firm 🌿To propozycja spotkań na warsztatach lub webinarach oraz konsulta...
11/09/2026

Kochani, przygotowałam nową ofertę wellbeing dla firm 🌿

To propozycja spotkań na warsztatach lub webinarach oraz konsultacji z dietetykiem dla pracowników — wokół zdrowia, odżywiania, energii, koncentracji, profilaktyki i codziennego dbania o siebie.

Jeśli myślisz sobie:
„Chciałabym/chciałbym, żeby coś takiego odbyło się w mojej firmie” — napisz do mnie wiadomość prywatną.

Prześlę Ci gotową ofertę, którą możesz po prostu przekazać do działu HR albo osobie odpowiedzialnej za wellbeing w Twojej organizacji.

Może właśnie od takiej jednej wiadomości zacznie się coś naprawdę wartościowego dla Twojego zespołu. 💚

Bardzo łatwo pomyśleć, że skoro wczoraj potrafiłeś przygotować sobie posiłki, pójść na trening i nie podjadać wieczorem,...
10/09/2026

Bardzo łatwo pomyśleć, że skoro wczoraj potrafiłeś przygotować sobie posiłki, pójść na trening i nie podjadać wieczorem, to dzisiaj też powinieneś być w stanie to zrobić.

Przecież jesteś tą samą osobą.

Tylko że nie działasz każdego dnia w tych samych warunkach.

Inaczej funkcjonujesz po 8 godzinach snu, spokojnym dniu i regularnych posiłkach. Inaczej po kilku nieprzespanych nocach, całym dniu pod presją i obiedzie zjedzonym w biegu.

A mimo to często oczekujemy od siebie dokładnie tego samego.

I kiedy nie dajemy rady – zamiast spojrzeć na zasoby, zaczynamy oceniać siebie.

„Brakuje mi motywacji.”
„Nie mam silnej woli.”
„Znowu nie potrafię być konsekwentny.”

Dlatego tak lubię metaforę budżetu organizmu.

Nie po to, żeby usprawiedliwiać każde „nie chce mi się”.

Tylko po to, żeby nauczyć się odróżniać moment, w którym rzeczywiście potrzebujemy mobilizacji, od tego, w którym dokładanie sobie kolejnych wymagań tylko pogłębia przeciążenie.

To ogromnie ważne w procesie zmiany masy ciała.

Bo nie potrzebujesz planu, który jesteś w stanie realizować przez kilka tygodni pełnej mobilizacji.

Potrzebujesz sposobu odżywiania i dbania o siebie, który przetrwa próbę czasu.

Jakim budżetem organizmu dysponujesz dzisiaj w skali od 0 do 100%? Daj znać w komentarzu!

Takie wiadomości są dla mnie zawsze bardzo ważne. ❤️Bo za każdą zmianą masy ciała, poprawą wyników czy lepszym samopoczu...
10/09/2026

Takie wiadomości są dla mnie zawsze bardzo ważne. ❤️

Bo za każdą zmianą masy ciała, poprawą wyników czy lepszym samopoczuciem stoi coś znacznie większego: odzyskanie spokoju wokół jedzenia, zaufania do własnego ciała i poczucia, że nie trzeba już kolejny raz zaczynać „od poniedziałku”.

Dziękuję za zaufanie i podzielenie się tą opinią. 💚

Jeśli Ty również masz poczucie, że próbujesz od lat, a kolejne diety prowadzą Cię wciąż w to samo miejsce — być może nie potrzebujesz następnej diety. Być może potrzebujesz zupełnie innego podejścia.

Adres

Ulica Batorego 18 Lok. 17
Warsaw

Godziny otwarcia

Poniedziałek 10:00 - 20:00
Wtorek 10:00 - 20:00
Środa 10:00 - 20:00
Czwartek 10:00 - 20:00
Piątek 10:00 - 20:00

Telefon

+48514792412

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy ZielonyTalerz.pl opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij

Kategoria