01/11/2026
Układu odpornościowego nie da się oszukać.
Wszystkie substancje chemiczne i leki mogą pomóc doraźnie poprzez substytucję, ale nie usuwają genetycznych zakażeń. Oszukując układ odpornościowy, doprowadzamy do redukcji pracy narządu, czyli zamiast poprawiać jego funkcję, obniżamy jego wydajność.
Jeśli z jakiegoś powodu, na przykład utajonego genetycznego zakażenia bakteryjnego, obniży się poziom żelaza, to podanie żelaza może zaburzyć proces ujawniania i likwidacji tego zakażenia.
Obniżenie poziomu żelaza miało zapewne głodzić komórki zaprogramowane nowotworowo, te wrażliwe na jego brak. Takie głodzone komórki łatwiej można zabić. Te, którym nie grozi transformacja nowotworowa, przeżyją chwilowy brak żelaza. Usunięcie genetycznego zakażenia naturalnymi metodami wspiera przywracanie zdolności przyswajania żelaza.
Formą desperackiego działania układu odpornościowego może być niedokrwistość złośliwa. W tym przypadku organizm wytwarza przeciwciała przeciwko czynnikowi wewnętrznemu (Intrinsic Factor), który jest konieczny do przyswajania witaminy B12. Oznacza to, że nasz system limfatyczny pozbawia nas możliwości przyswajania witaminy B12. Dlaczego? Co ma wspólnego genetyczne zakażenie Helicobacter pylori albo gruźlica z białaczką? Może warto się zastanowić, jak się mają do tego inne problemy, na przykład otyłość czy schizofrenia. Być może układ odpornościowy blokuje receptory lub dopuszcza do obecności bakterii, które wywołują choroby. Organizm ma witaminy, ale nie chce ich przyswajać? Może nie chce ich przyswajać nie dlatego, że ich nie potrzebuje, ale dlatego, że istnieje zagrożenie, iż komórka, która je wykorzysta, zacznie dzielić się w niekontrolowany sposób.
Dostarczanie sztucznych witamin i minerałów powoduje doraźną, pozorną poprawę wyników. Po ich odstawieniu wszystko wraca do stanu sprzed sztucznej suplementacji. To nie jest pomoc w samonaprawianiu się organizmu. To wprowadzanie fałszywych informacji biologicznych.
Układ odpornościowy pracuje na naszą korzyść, póki może. Gdy brakuje mu odpowiednich warunków, zawiesza się.
Robimy wymaz z gardła, wykrywamy na przykład Escherichia coli i wydaje się nam, że to jest prawdziwy powód naszych zmartwień. I tu możemy się zasadniczo mylić. Ciekawe, czego szuka bakteria kałowa w naszym gardle? Możliwe, że nasz organizm walczy z komórkami quasi-nowotworowymi eliminowanymi z prostaty lub innego narządu. Obecności tych komórek nawet się nie domyślamy.
Zabić takie komórki jest trudno. Potrzebna jest odpowiednia toksyna. W jakimś konkretnym przypadku może ją wyprodukować E. coli. Jeśli E. coli była użyta do walki, którą zaplanował nasz system limfatyczny, a my zastosujemy na nią syntetyczny antybiotyk, to na krótką metę uzyskamy pozorny spokój. Do czasu. Nie będziemy mieć E. coli w gardle, ale może pojawić się na przykład przerost lub rak prostaty.
Gdybyśmy użyli środków wzmacniających układ odpornościowy, to po wykorzystaniu toksyczności E. coli układ ten zabiłby ją bez litości. Jest też druga możliwość: system limfatyczny działa w ramach programu genetycznego oczyszczania DNA i RNA, wykorzystując bakterie do oczyszczania naszego DNA.
Pomóżmy układowi odpornościowemu, nie wyręczajmy go. Jeśli mu solidnie pomożemy, poradzi sobie z gruźlicą, E. coli i całą armią innych, znanych i nieznanych zakażeń.
Niestety, tych operacji nie umiemy ani dostrzec, ani zrozumieć, ani wykorzystać.
Takich operacji nasz organizm wykonuje miliony w każdej sekundzie.
Jeśli stosujemy produkty kompatybilne z naszym ustrojem, wyprodukowane przez naturę, nasz organizm będzie wiedział, co zrobić z ich potencjałem i substancjami.
Wykorzysta to, co jest mu potrzebne, a resztę wydali. Skład chemiczny i budowa naturalnych produktów są dostosowane do naszej fabryki leków, którą każdy z nas nosi w sobie. Jeśli w jelitach odkryto setki różnych związków, to dla nas lepiej, że układ odpornościowy wybierze to, co jest mu aktualnie potrzebne. Mamy problem z głowy.
Ze związkami chemicznymi zawsze będzie problem. Nawet ze zwykłymi witaminami organizm nie radzi sobie w prosty sposób.
Po latach masowego stosowania sztucznych witamin okazuje się, że zamiast obiecanej ochrony przed rakiem, sztuczne witaminy mogą działać onkogennie.
Nadmiar naturalnych witamin organizm usuwa. Nie przedawkujemy witamin, jeśli zjemy za dużo pomarańczy albo pomidorów. Powinniśmy jednak zadbać, by były ekologiczne. O resztę zadba nasz organizm.
Wszelkie chemikalia muszą zostać zutylizowane i to jest dodatkowy problem. Przez wiele lat mogą zalegać w organizmie substancje chemiczne, z którymi układ odpornościowy nie umie sobie poradzić.
Do nich możemy zaliczyć całą chemię, z którą mamy kontakt. Związki chemiczne, które zjadamy, pijemy i wdychamy, stanowią wielki problem.
Nasz organizm może stracić instynkt samozachowawczy i przestać nas ostrzegać przed tym, co nie jest dla nas dobre.
Takim niebezpiecznym związkiem jest glutaminian sodu. Związek ten jest polepszaczem smaku i może wpływać na nasze odczucia smakowe. Oszukuje nasz instynkt.
Dopiero po oczyszczeniu organizmu uświadamiamy sobie, jak zmieniają się nasze odczucia smakowe. Po jakimś czasie możemy poczuć, że ziemniaki mają nieprzyjemny zapach, a ogórek piecze nas w język.
Jeśli stosowaliśmy silne chemiczne leki przeciwbólowe, na przykład na korzonki, to ból mógł zostać zagłuszony. Nie została jednak usunięta przyczyna. Wyłączona lub uszkodzona została jedynie sygnalizacja problemu.
To, że nas nie boli, wcale nie znaczy, że wyzdrowieliśmy. Nie ma to związku z usunięciem przyczyny.
Co dzieje się w narządzie, w którym sztucznie wyłączono odczuwanie bólu?
Po rozpoczęciu stosowania naturalnych terapii możemy z łatwością to zrozumieć.
Zapach leków w moczu, pocie czy kale może świadczyć o tym, że organizm pozbywa się substancji, które przyjmowaliśmy nawet wiele lat wcześniej.
Do przywracania zdrowia powinny być wykorzystywane naturalne substancje.
wśród fanów